W 1882 r. grupa płocczan zaczęła uprawiać wioślarstwo. "Dowiedziawszy się o przyjeździe cara Aleksandra III do Modlina, wioślarze płoccy zorganizowali tam wycieczkę wodną. W Modlinie ustawili się w swoich pasiastych, modnych wtedy koszulkach wioślarskich obok delegacji różnych stowarzyszeń. Przechodząc przed szpalerem, car zapytał, co to za ludzie. Gubernator płocki objaśnił, że to są płoccy wioślarze amatorzy. Wtedy car pozdrowił ich po rosyjsku: Witajcie płoccy wioślarze. Wkrótce potem Towarzystwo Wioślarskie w Płocku zostało zatwierdzone jako drugie w Kongresówce" - Stanisław Kostanecki "Humor Płocki" w "Dziesięć wieków Płocka", 1967 r.
Obecnie z tego miejsca ruszają w rejs statki pasażerskie
Nieporządki na przystankach. Nieporządki panujące na przystankach z chwilą przybycia statków do Płocka pozostawiają dużo do życzenia. Ledwie zdążył przybić parostatek do przystani, wnet się zjawiają nie wiedząc skąd, jacyś osobnicy i w sprawach »służbowych « na gwałt przeciskają się na statek, nie zważając na tłomaczenie pracowników żeglugi, że najpierw muszą pasażerowie opuścić statek, następnie zaś będą załatwiane sprawy służbowe; przytem chmara podrostków wprost bezczelnie wyrywa z rąk pasażerów ich bagaże, tłumoki i t. d. Czy na ukrócenie tego rodzaju swawoli nie ma sposobu. Boć tu i o nieszczęśliwy wypadek nie trudno zwłaszcza że chłopcy tragarze co chwila wskakują na statek i z powrotem na przystań;.
"Dziennik Płocki" 3 września 1923 r., poniedziałek
Dawne źródła świadczą, że w Wiśle ich nie brakło, zdarzały się nawet łososie i jesiotry. W XV wieku wybuchł spór między rybakami a władcami Płocka o prawo do połowu ryb. W 1446 roku sąd komisarski orzekł, że dziewięciu imiennie wymienionych rybaków może łowić małymi sieciami w całej Wiśle. Za to prawo płacili biskupowi. W 1490 roku książę Janusz II i biskup Piotr z Chotkowa przyznali rybakom prawo do łowienia ryb na połowie rzeki w granicach miasta. Zgodę na łowienie w całej rzece wydawał prokurator biskupi.
Obecnie z tego miejsca ruszają w rejs statki pasażerskie
Nieporządki na przystankach. Nieporządki panujące na przystankach z chwilą przybycia statków do Płocka pozostawiają dużo do życzenia. Ledwie zdążył przybić parostatek do przystani, wnet się zjawiają nie wiedząc skąd, jacyś osobnicy i w sprawach »służbowych « na gwałt przeciskają się na statek, nie zważając na tłomaczenie pracowników żeglugi, że najpierw muszą pasażerowie opuścić statek, następnie zaś będą załatwiane sprawy służbowe; przytem chmara podrostków wprost bezczelnie wyrywa z rąk pasażerów ich bagaże, tłumoki i t. d. Czy na ukrócenie tego rodzaju swawoli nie ma sposobu. Boć tu i o nieszczęśliwy wypadek nie trudno zwłaszcza że chłopcy tragarze co chwila wskakują na statek i z powrotem na przystań;.
"Dziennik Płocki" 3 września 1923 r., poniedziałek
Dawne źródła świadczą, że w Wiśle ich nie brakło, zdarzały się nawet łososie i jesiotry. W XV wieku wybuchł spór między rybakami a władcami Płocka o prawo do połowu ryb. W 1446 roku sąd komisarski orzekł, że dziewięciu imiennie wymienionych rybaków może łowić małymi sieciami w całej Wiśle. Za to prawo płacili biskupowi. W 1490 roku książę Janusz II i biskup Piotr z Chotkowa przyznali rybakom prawo do łowienia ryb na połowie rzeki w granicach miasta. Zgodę na łowienie w całej rzece wydawał prokurator biskupi.