13 września 1940 roku skoncentrowano ich jednak w maleńkim fragmencie miasta między ulicami Kwiatka (wówczas Szeroką), Jerozolimską, Synagogalną i Bielską. Na tak niewielkiej powierzchni Niemcy utworzyli getto. W tych kilkudziesięciu niedużych domach znalazło się prawie 11 tysięcy ludzi. Bo oprócz płocczan było tu wielu uciekinierów z innych miast. W jednym mieszkaniu żyło kilka rodzin. Żydzi nie mogli opuszczać tego terenu, krótki czas mogli wchodzić tam Polacy.
W nocy z 20 na 21 lutego 1941 roku żandarmi 13. batalionu policji otoczyli getto. Najpierw wyrzucili chorych ze znajdującego się na terenie getta szpitala. Kto nie wstał - został zastrzelony.
Żydom nie pozwolono wychodzić z domów. Musieli czekać, aż przyjdzie po nich patrol. A potem zaczynało się wyrzucanie na schody, bicie i pędzenie do ciężarówek. Nic nie wolno było zabrać, żadnej odzieży, plecaka, żywności. Jak wspominają świadkowie - było jeszcze ciemno, paliły się uliczne latarnie. Żydzi stanęli w kolumnie na Szerokiej i stali tak do południa, bez możliwości oddalenia się i załatwienia potrzeb fizjologicznych.
Koło południa załadowano na ciężarówki i wywieziono do Działdowa ok. czterech tysięcy płocczan. Na jednym samochodzie Niemcy upychali po 40 osób, często siłą.
Pozostali Żydzi stali na mrozie do zmierzchu, potem zapędzeni zostali z powrotem do domów. Czekali kilka dni na kolejną falę wysiedleń. Likwidacja getta skończyła się 1 marca.
W nocy z 20 na 21 lutego 1941 roku żandarmi 13. batalionu policji otoczyli getto. Najpierw wyrzucili chorych ze znajdującego się na terenie getta szpitala. Kto nie wstał - został zastrzelony.
Żydom nie pozwolono wychodzić z domów. Musieli czekać, aż przyjdzie po nich patrol. A potem zaczynało się wyrzucanie na schody, bicie i pędzenie do ciężarówek. Nic nie wolno było zabrać, żadnej odzieży, plecaka, żywności. Jak wspominają świadkowie - było jeszcze ciemno, paliły się uliczne latarnie. Żydzi stanęli w kolumnie na Szerokiej i stali tak do południa, bez możliwości oddalenia się i załatwienia potrzeb fizjologicznych.
Koło południa załadowano na ciężarówki i wywieziono do Działdowa ok. czterech tysięcy płocczan. Na jednym samochodzie Niemcy upychali po 40 osób, często siłą.
Pozostali Żydzi stali na mrozie do zmierzchu, potem zapędzeni zostali z powrotem do domów. Czekali kilka dni na kolejną falę wysiedleń. Likwidacja getta skończyła się 1 marca.